..:: Fotowyprawa po Bałkanach' 2008 ::..
opis: 5.07.2008
"A czas sobie leci banalnym tik-tak". Tak by można zacząć patrząc na kalendarz. Wyprawa po Rumunii była bardzo udana, a to już prawie rok minął od jej zakończenia, co więcej - za nami kolejna fotowyprawa, na którą długo się czekało, a przeleciała bardzo szybko. Na szczęście pozostają zdjęcia, wspomnienia i ta fotorelacja :)
Na dwa dni przed startem z
Cyklotrampem z ekipy wykruszyło się kilka osób i na liście pozostały 3 osoby. W każdym biurze to sprawa oczywista i beznadziejna - odwołanie imprezy. W Cyklotrampie jest inaczej. Telefon z pytaniem do nas czy nadal chcemy jechać. Odpowiedź: "oczywiście". No to jedziemy. I tak 3-go czerwca podjeżdża VW Transporter zapakowany rowerami i bagażami. Na tylną kanapę siadają wszyscy trzej uczestnicy, a z przodu dwie osoby z obsługi biura. Statystycznie więc na głowę uczestnika przypada 0,66 pracownika biura, to niezła obstawa :) Popołudniu dnia następnego, po ponad 20-tu godzinach jazdy docieramy do Ulcinj w Czrnogórze. Międzynarodowa trasa czerwono oznaczona na mapie przez góry okazuje się wąska na 1,5 auta, kręta i w jednym miejscu nawet bez asfaltu. Dlatego podróż tak się wydłużyła. Ale nic to, bo przed nami egzotyka, jakiej nie ma nigdzie indziej w Europie. Zagęszczenie kultur, różnorodności krajobrazu, zwyczajów, religii, architektury itp. Jednym słowem mozaika, którą się chłonie wszystkimi zmysłami.
Pierwszego dnia wpadamy do Albanii zobaczyć jak jest w tym kraju odizolowanym od reszty świata przez wiele lat. Są bunkry, prawdą jest, że zdecydowana większość aut to Mercedesy, są kościoły i meczety obok siebie, jest brud i bieda, jest bogata historia i jej ślady w architekturze, no i są ciekawi ludzie, dzieci przybiegające i ruszające wszystko co można przy rowerze :)
Kolejne kilka dni to Czarnogóra ze swoimi pięknymi krajobrazami w okolicy Jeziora Skadarskiego (największego na Bałkanach i bodaj jedynego w Europie, nad którym żyją pelikany), z wysokimi górami, parkami narodowymi, pięknymi miastami, niesamowicie poprowadzonymi drogami, pięknym wybrzeżem, plażami i zatokami, fiordem, kuchnią i również ciekawymi ludźmi chętnymi do rozmowy.
W końcu wjeżdżamy do Chorwacji posmakować mocno kontrastującego z dotychczasowym nastrojem skomercjalizowany klimat miejsc nastawionych na zarobek i turystykę, gdzie wszystko posprzątane, czyste, poukładane i jakieś... nudne, chociaż piękne, jak chociażby Dubrownik, :)
Na koniec smaczek i sedno Bałkanów, a zwłaszcza to, z czym się większości nam kojarzą - z niedawną wojną. W Bośni i Hercegowinie widać to najbardziej. Są jeszcze zaminowane tereny oznakowane tabliczkami, jest wiele ruin, a wśród nich prowizoryczne nowe domy, nie budowane z rozmachem, bo jeszcze wojna może wrócić (taka jest opinia wśród mieszkających tam ludzi), są opustoszałe całe wsie, masowe cmentarze wśród osiedli w miastach, są zabytki architektury, są meczety, jest orientalny klimat bardziej widoczny niż gdzie indziej, no i są miasta: Mostar, Sarajewo...
Na Bałkanach na małym obszarze jest tak wiele różnorodności. Wystarczyło 9 dni na rowerach by zobaczyć większość możliwych krajobrazów - góry, morze, wąwozy, nawet fiord, jeziora, tereny bagniste, rwące rzeki (gdzie uprawia się rafting), a do tego średniowieczne zabytki, kościoły katolickie, cerkwie, meczety, monastyry, miasta, wsie, biedę, piękne auta, wille, bunkry, żółwie przechodzące przez drogę, autostrady, dziurawe drogi... długo by tak można.
Zapraszam do poniższych galerii.